Miałam sen. Rzadko pamiętam sny. Jeden, góra dwa na kilka tygodni.
Ja, moja rodzicielka oraz mój brat siedzieliśmy przy kuchennym stole, jedząc obiad. Nagle do kuchni wparował legendarny płonący ptak - Feniks. Tubalnym głosem nie otwierając nawet dzioba groził nam, że nas wszystkich zabije, po czym zarzucił swoim płomiennym ogonem wyrzucając stos małych ogników i zniknął. Zszokowani popatrzyliśmy po sobie, po czym dokończyliśmy obiad.
Po jakimś czasie, wrócił Ojciec, głowa familii. W rękach dzierżył siatki z zakupami. W jednej z nich był Feniks. Martwy.
Padre z bratem usmażyli Feniksa jak kurczaka i zjedli.
Od tamtej pory nie jadłam kurczaka.
Tp jak z moim snem z pumolampartem!
OdpowiedzUsuńjak jak słyszę "Feniks" to przed oczami mam... Ziemniaka:D
OdpowiedzUsuń