czwartek, 17 stycznia 2013
Styczeń miesiącem walki i zmęczenia
Permanentny ból głowy, nie przypominam sobie nocy której spałabym dłużej niż 5-6 godzin w ostatnim czasie. Walka z codzienną rzeczywistością spuściła ze mnie całe powietrze: zrobiłam się markotna, zobojętniała i marudzę. Mam dość sesji, mimo że się jeszcze nie zaczęła. Dość rozmawiania o niej, analizowania egzaminów, zaliczeń, kombinowania jak się nauczyć i kiedy znaleść czas na sprawozdania, projekty, kolokwia.
Męczy mnie wszystko do tego stopnia, że zachorowałam na kompletną znieczulicę - nie mam najmniejszej ochoty szarpać się o stypendium. Za dużo zdrowia kosztują wycieczki na uczelnię. Nie warto ...
Styczeń jest przykrym miesiącem: niby chcieć to móc, a czas na wszystko sam się znajdzie - guzik prawda. Czuję się jak ograniczona małpka której jedyne przemyślenia (o ile małpy w ogóle myślą) sprowadzają się do zaspokajania potrzeb życiowych. Moje obecnie też są bardzo prozaiczne, już nawet nie silę się na jakiekolwiek kulturalne czy pseudoduchowe dywagacje. Prawdą jest, że na to ma się dopiero siłę i energię po wyspaniu, najedzeniu, umyciu, zrobieniu wokół siebie i z siebie porządku itd itd.
Patrzę na książkę na stoliku i prawie się rozpłaczę: tak bardzo chcę ją przeczytać, a tak bardzo nie mam kiedy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
i właśnie w takich chwilach doceniam to, że zostałam w mieście R. (jednak może być coś pozytywnego w mieszkaniu z rodzicami i studiowaniu w swoim mieście. wow, dostrzegłam to i nauczyłam się po półtorej roku.) jedzonko, pranie, prasowanie - wszystko mam gotowe. w domu ostatnimi czasy praktycznie mnie nie ma (albo praca, albo studia).
OdpowiedzUsuńnie martw się, sypiam tyle samo, apatii jeszcze nie mam, bo na szczęście mi zostały tylko dwa egzaminy, jeden projekt i reportaż do napisania (kolejny plus studiowania na uczelni, gdzie sesja trwa cały rok). ale boli niedokończone opowiadanie i sterta książek, które tylko przedłużam namiętnie (już datę mam do 2014 roku xD). i w sumie nie narzekam tyle nawet. list do Ciebie napisałam. ale na razie na szybko - na brudno. muszę Ci go ładnie przepisać i wysłać. nie wiem tylko kiedy... marzę o wyjeździe w Bieszczady *.*
edit: po dzisiejszej rozmowie, wiesz już, że apatia też mnie dorwała.
Usuńzapomniałam jeszcze dodać co najmniej 6 stronicowy esej o stresie przy organizacji pracy, który powinnam właśnie pisać, a przeglądam nasze blogi. ;]
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńkurde! jakie to prawdziwe. mnie czekaja jeszcze 2 kolokwia i jeden egzamin. i mam nadzieje że je zalicze w co szczerze wątpie. ;p
OdpowiedzUsuńale jak to dobrze czytać ze nie tylko ja mam dość ;p