czwartek, 11 kwietnia 2013

No, dalej uwierzyć nie mogę


Nie spodziewałam że szara Warszawa nabierze rumieńców

Bolesław Leśmian
Nad ranem


Śpi jeszcze... Na twych rzęsach - skra drobna poranku.
Strachy śnią się twej dłoni - bo i drga i pała.
Oddychaj tak - bez końca. Czaruj - bez ustanku.
Kocham oddech twej piersi, ruch śpiącego ciała.


Ileż lat już minęło od pierwszej pieszczoty?
Ile dni od ostatniej upływa niedoli?
Co nas wczoraj - smuciło? Co jutro - zaboli?
I czy zabraknie nam kiedyś do szczęścia ochoty?


Przyjdzie noc o źrenicach zaświatowo łanich
I spojrzy - i zabije... Polegniem - snem czynni...
Jak to? Więc musimy umrzeć tak samo jak inni?
Jak ci - choćby z przeciwka?... Pomódlmy się za nich...




1 komentarz:

  1. cześć, dzięki za komentarz.

    zacznę może z innej beczki, ale przypomniałaś mi, jak bardzo lubię czytać poezję leśmiana, w pogoni za ostatnią modą na świetlickiego kompletnie zapomniałam o takich klasykach. jestem Ci szczerze wdzięczna za przypomnienie mi tego.

    cieszę się, że możesz się jakoś utożsamiać z tym, co piszę; świadomość, że ktoś ma podobne przeżycia jest bardzo krzepiąca.

    jeszcze pół roku temu napisałabym Ci, że gówno wiesz, że to, co przechodzę jest gorsze od wszystkich problemów polskiej młodzieży razem wziętych, a pisanie, że ma się podobnie, że się rozumie to jakaś kpina.

    tak byłoby kiedyś, gdy jeszcze byłam przekonana o własnej wyjątkowości i niesamowicie irytował mnie fakt, że mogę być do kogoś podobna.

    ale teraz jest teraz, mimo że nadal wiem, że jestem wyjątkowa to uświadomiłam sobie, że moje życiowe problemy i rozterki nie mają na to większego wpływu, a przecież właśnie w obawie przed utratą samej siebie tak kurczowo się ich trzymałam.
    z perspektywy czasu: jakież to się wydaje zabawne.

    pisałaś, że cieszysz się, że masz to zarejestrowane na blogu - ja również uważam to za coś bardzo pozytywnego, od siebie dorzucę jeszcze, że w zasadzie mój blog (nie wiem jak Twój) pełni w dużej mierze rolę autoterapii. często wracam do starych zapisów, delektuję się nimi, przypominam sobie emocje z przeszłych okresów i widzieć zmiany na lepsze, to bardzo motywuje do dalszej pracy nad sobą i pokazuje, że da się pozbierać życie, nawet z najmniejszych okruchów i ułożyć je w sensowną całość.
    w zasadzie to pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że te okruchy dają nam wspaniałą możliwość ukształtowania nowej formy i nie wracania do tej poprzedniej przy jednoczesnym zachowaniu nauk, jakie płynęły z przeszłych zdarzeń.
    mam nadzieję, że rozumiesz moją zawiłą metaforę.

    przeczytałam parę Twoich wpisów, dodaję Cię do linków i będę tu częściej zaglądać, a gdy tylko znajdę dłuższą chwilę wolnego czasu - zapoznam się z Twoją historią od początku, może uda mi się zobaczyć w niej trochę siebie, jak Ty to zrobiłaś u mnie.

    trzymaj się mocno, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń