sobota, 22 grudnia 2012

Repetum mobile

Zła jak osa turlam się z bagażem na uczelnię w piątek rano (bo rektorskie dopiero od 12 żeby nam za dobrze nie było). Całe poranne zajęcia moje myśli kołaczą w głowie, oddech mam spłycony i czuję jakbym miała narobić w spodnie. W końcu jest PIĄTEK PRZED ŚWIĘTAMI. Misja: dotrzec do dworca głównego i wpakować się w ukraiński wsiobus który mnie dowiezie do miasta RZ. Łatwissssna, nie?
Po karkołomnym wysiłku jakim było pokonanie z walizką chodnika prowadzącego z budynku w którym miałam zajęcia (chodnik miał więcej szpar, dziur i nierówności niż zęby przeciętnego amerykańskiego dziecka w wieku lat 12) na przystanek, postanowiłam złamać konwencję i nie zrobić tego czego wszyscy oczekiwali! Ha! Nie sprawdziłam rozkładu autobusu, liberalność krakowskich rozkładów jazdy odbija się niestrawnością podróżnym całej polski. Ba! Jestem nawet skłonna stwierdzić że zżera ich zazdrość. Przychodzą na przystanek i oczekiwany autobus pojawia się na czas. NUDA. PRZEWIDYWALNOŚĆ. Podczas gdy w stołecznym mieście Kraków za cenę biletu w postaci jednego polskiego złotego przeżywamy całą gamę wartościowych emocji z końską dawką adrenaliny w dodatku! Idealna porcja na poprawę humoru w mroźny, grudniowy dzień.
Niestety! Karoca zajeżdża, należy z werwą ruszyć zaraz za tłumem walecznych moherów do drzwi - z nadzieją że uda się zmieścić! Uff, walizka stoi, jeszcze tylko ja. Drzwi się nie domykają. W takiej sytuacji należy z wielkim uśmiechem na twarzy krzyknąć do najbliżej stojącej Ciebie osoby na przystanku: wepchnij mnie! I możesz już z ulgą pooddychać powietrzem zmieszanym z potem, ogólnym podkurwieniem i Wczorajszą Imprezą, wciśnięta między haj faszyn pseudointelektualistę z wielkim ajfonem którego trzyma przy twojej twarzy i żula. Nie zaszkodzi szybka zdrowaśka, co by Ci na buty się nie zheftał.
Podróż może być nieco monotonna, aczkolwiek ma korzyści zdrowotne! W ciągu 15 minut podróży z Placu Inwalidów (nazwa adekwatna!) na Dworzec Głowny zdążysz spalić około 500 kalorii starając się wytrzymać na bezdechu oraz wychodząc i wychodząc na każdym przystanku, keep calm and pamiętaj: SPORT TO ZDROWIE. Transport wzbogacą wymiany poglądów Tej Cholernej Chamskiej i Bezczelnej Młodzieży Która Nic Nie Robi i Nazywa Się Studenci z Szalenie Kulturalnymi i Porządnymi Starszymi Praworzędnymi Obywatelami Miasta Którzy Chcą Zawładnąć Komunikacją Miejską.
Dyn dyń: twój przystanek. Skoncentruj się i szybko w myślach oblicz najszybszą drogę do wyjścia z autobusu i sugerowany gęstością tłumu azymut - nie patrz do tyłu, napór tłumu w euforii spowodowanej bliskością Galerii Krakowskiej wyniesie Cię wówczas do Zary albo innego Haendemu, a wsiobus odjedzie do podkarpackiej metropolii bez Ciebie.
Jesteś już w centrum wszechświata. Wystarczy tylko minąć tłum przecinający przestrzeń z prędkością większą niż najsłynniejsze torpedy Polskich Kolei Państwowych (znanych też pod nazwą: 'Poco Kurwa Pojechałem?'). Z wprawą godną Indiany Jonesa odstawiam dziwny wirujący taniec. Opłacało się ćwiczyć!
W momencie wkraczania na dolną płytę dworca autobusowego czuję rozżalenie że moja piątkowa przygoda dobiega końca. Ekscytacja zamienia się w smutek, że to już koniec podróży. Widzę wsiobus i w moim oku kręci się łza. Żegnaj Krakowie, metropolio ze snów!

3 komentarze:

  1. Bzdura uwielbiam to jak piszesz, to o czym piszesz i wo-gu-le.
    Wesołych Świąt. Wesołych!

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram, też uwielbiam jak piszesz. Dobrze że już po świętach. ; >

    OdpowiedzUsuń
  3. moja droga, napisałaś prawie czystego gatunku felieton.
    pozdrawiam, Twoja kochana dziennikarka.
    .

    OdpowiedzUsuń