Moja blizna robi się coraz wyraźniejsza, ale minie jeszcze długo czasu zanim przyjmie ostateczny kształt. Ciągle swędzi, drapię ją i drapię.
Parę dni temu dopadła mnie niechciana i niespodziewana konfrontacja. Jeszcze 3 miesiące temu zabiłabym za tę szansę. Zapomniałabym, zrozumiała, wybaczyła. Wybrałam słusznie - co nie znaczy że wybrałam d o b r z e. Dobrym byłby ten łatwiejszy wybór. Dobry na chwilę, dla mnie, dla mojej samooceny, dla mojej chwilowej przyjemności, emocjonalnego zaspokojenia. Potem znowu zostałabym sam na sam z ciemnością zżerającą od środka i piekącym poczuciem winy i rozżalenia.
Zostałam strażnikiem tamy na wodospadzie moich emocji. Wcześniej pozwalałam im płynąć, definiować mnie i moje zachowania. Wreszcie jest jak powinno, czyli zupełnie na odwrót. Czuję, że dotarłam do pewnego ważnego punktu i zastanawiam się cały czas czy właśnie o to chodzi w dojrzewaniu. O zrozumienie konsekwencji i odpowiedzialności za własne wybory. O rozróżnienie krótkodystansowych i długodystansowych szkód i korzyści. Wszystko przypomina zimną matematykę i sprawdzanie czy równanie jest dla mnie opłacalne. Ciężkie te bilanse.
Pachnie egoizmem
Ciężko ocenić już czy zdrowym, czy nie.
to zawsze jakieś próby i sprawdzanie takich lub innych kierunków, a to zawsze wychodzi na plus.
OdpowiedzUsuńważne żeby pewne rzeczy zostawić za sobą. nie rozliczaj się nieustannie. ja też modliłam sie o szanse a kiedy teraz ona przyszła, uciekłam...
OdpowiedzUsuńnie tylko Ty jedna tak zrobiłaś. dla mnie otwarły się dwie możliwości, za które dałabym się pociąć dwa lata temu. teraz nie mam ochoty wykorzystać ani jednej z nich. życie.
Usuń