poniedziałek, 31 października 2011

A jest...

Tak bardzo chciałam stąd uciec, a jednak serce leniwie opływa strumień ciepła na widok znajomych ulic, ludzi, budynków. Na widok betonowej puszczy poprzetykanej kolorowymi koronami drzew... O, ironio.

Uwielbiam te leniwe popołudnia tak jak dziś, kiedy czuję że nie muszę nic; a mogę w-s-z-y-s-t-k-o.

Nowy rozdział najpierw dał mi w pysk i uciekł; ale udało mi się go dogonić i wygląda na to że się na nim bardzo mocno odegram.

Klimatyzuję się; chodzę po Kazimierzu nocą, czaję się na practikę i yashicę na starych żydowskich bazarkach, liczę kostkę brukową po drodze na Wawel i spowrotem; po to tylko żeby zjeść tam bułkę z widokiem na Wisłę w wietrznej posypce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz